Wiecie, jak to jest – scrollujesz ogłoszenia, widzisz ceny w Polsce i myślisz: „za tyle to w USA kupiłbym prawie nowego”. Ja sam kilka lat temu pomagałem kumplowi sprowadzać auto i do dziś pamiętam ten dreszcz emocji, kiedy kontener wreszcie dotarł do Gdańska. W 2026 roku import z USA nadal ma sens, choć nie jest już tak bajecznie tani jak kiedyś. Ceny na aukcjach trochę podskoczyły, ale bogate wyposażenie i stan wielu egzemplarzy wciąż biją europejskie odpowiedniki na głowę. Dziś pogadamy o tym bez ściemy – z przykładami takimi jak Volkswagen Passat czy różne Toyota z USA, które często pojawiają się w katalogach importerów.


Dlaczego ludzie wciąż ściągają auta ze Stanów?
Głównie kasa i wyposażenie. Amerykańskie wersje mają często większe silniki, lepsze audio, adaptacyjne zawieszenie czy wentylowane fotele – rzeczy, za które w Europie płacisz ekstra grubo. Do tego auta po leasingu są zwykle dobrze serwisowane, a przebieg trudniej przekręcić niż w Europie. Minus? Często pochodzą z aukcji typu Copart czy IAAI, więc mogą mieć historię uszkodzeń.

Volkswagen Passat – wygodny klasyk w amerykańskim wydaniu
Passat z USA to przede wszystkim wersja NMS (North American Market) – dłuższa, szersza, z większym bagażnikiem niż europejski B8. Silniki? Często 2.0 TSI albo nawet VR6 3.6, co w Europie było rzadkością. Wyposażenie? Skóra, panoramiczny dach, systemy bezpieczeństwa – wszystko w standardzie. Znajomy sprowadził 2018 roku za równowartość polskiego Golfa z podobnego rocznika i do dziś mówi, że to najlepsza decyzja motoryzacyjna życia. Jeśli rozglądasz się za takim modelem, rzuć okiem na oferty typu Volkswagen Passat w katalogach importerów – często mają już przeliczone koszty.
Wady? Amerykańskie Passaty żrą trochę więcej paliwa i czasem wymagają drobnych przeróbek świateł czy licznika na kilometry. Ale komfort na trasie? Bezcenny.
Toyota – król niezawodności po amerykańsku
Tu wybór jest ogromny: Camry (sedan, który w USA sprzedaje się jak świeże bułki), RAV4, Highlander, nawet 4Runner czy Sequoia dla fanów dużych SUV-ów. Amerykańskie Toyoty mają mocniejsze wersje hybrydowe, lepsze wyciszenie i wyposażenie, którego w Europie czasem brak. Camry XLE z 2021? Pełna skóra, head-up display, adaptacyjny tempomat – w Polsce za to dopłacasz fortunę.


Wielu wybiera właśnie Toyota Z USA, bo marka słynie z bezawaryjności, a części są tanie i dostępne. Mój brat ściągnął RAV4 Hybrid 2020 – po naprawie drobnej stłuczki jeździ już czwarty rok bez problemu.
Jak wygląda proces w 2026?
- Aukcja – Copart, IAAI, Manheim. Najlepiej przez pośrednika z licencją.
- Transport – kontener morski (ok. 30-45 dni do Bremerhaven lub Gdańska).
- Odprawa – cło 10%, VAT 23% (lub 19% w Niemczech), akcyza 3,1% (do 2000 cm³) albo 18,6% (powyżej).
- Przeróbki i rejestracja – światła, homologacja, badanie techniczne.

Ile to naprawdę kosztuje?
Przykładowo: Passat 2019 za 15 tys. USD na aukcji + transport ok. 2-3 tys. USD + opłaty w Polsce (cło, VAT, akcyza) = łącznie ok. 120-140 tys. zł za auto warte w PL 180 tys. Oszczędność jest, ale tylko jeśli trafisz na czysty egzemplarz.

Czy warto?
Jeśli lubisz wygodne, dobrze wyposażone auta i nie boisz się formalności – tak. Jeśli chcesz zero stresu – lepiej kupić w Polsce. Ja po kilku przygodach znajomych radzę: zawsze sprawdzaj historię (Carfax!), zatrudnij inspektora na miejscu i licz wszystko dwa razy.
A Ty co myślisz – Passat na trasę czy Toyota na lata? Daj znać w komentarzu.